Lubię wiązać sport i biznes, kierowanie drużyną z zarządzaniem zespołem, walkę o każdy, nawet najdrobniejszy element, by odnieść sukces, ciągłe doskonalenie etc. Dużo jest tutaj punktów wspólnych, a przez to okazji do inspiracji. Gdy byłem młodszy, lubiłem oglądać sporty motorowe, jednak interesowały mnie tylko rajdy WRC. Wyścigów Formuły 1 nie rozumiałem, wydawały mi się też niezwykle nudne. Oczywiście do czasu, aż obejrzałem na Netflix “Formuła 1: Jazda o życie”. Zatopiłem się w świat, w którym analogii biznesowych jest tyle, że sport wydaje się być tylko tłem. Chciałem go rozumieć lepiej i tak sięgnąłem po książkę David’a Coulthard’a “Zwycięska formuła” w nadziei na porządną porcję sportowego doświadczenia skrojonego pod biznesowe potrzeby.

Niestety, książka nie porwała, a już na pewno nie tak jak serial. Mało w niej jest konkretów, mało też historii samej Formuły 1, za dużo z kolei “złotych rad”, że ciężką pracą można osiągnąć wszystko. Trzeba jednak przyznać, że kilka spostrzeżeń było trafnych.

  1. dbałość o każdy element – w Formule 1 różnice w uzyskiwanych czasach potrafią być tak niewielkie, że o zwycięstwie może przesądzić nawet niepozorny drobiazg. W moim doświadczeniu podobnie jest w biznesie. Kiedy chcemy osiągnąć sukces, oczywiście w pierwszej kolejności musimy poruszyć największe dźwignie. Ale chcąc uzyskać stałą przewagę, niezbędne jest rozłożenie całego analizowanego obszaru na czynniki pierwsze i dokręcenie każdej możliwej śrubki. To jest też droga do osiągania stabilnych, powtarzalnych wyników.
  2. rola informacji – to ciekawe, jak w trakcie wyścigu wszystkie załogi wręcz detalicznie analizują pracę każdego elementu swojego bolidu, by zawczasu zdiagnozować ewentualne anomalie. Równolegle analizują czas, prędkość, technikę, styl i tor jazdy swoich rywali, by rozumieć swoje szanse na zwycięstwo i podejmować na bieżąco korekty we własnej taktyce. Z kolei na zakończenie każdego wyścigu jest czas na podsumowanie przejazdu, ocenę pracy zarówno kierowcy, auta, zaplecza oraz wyciąganie wniosków z popełnionych błędów. To jest podstawa ciągłego doskonalenia i bycia coraz lepszych. A w biznesie? Świadomość konkurencji często ogranicza się do nazwy i logo. Na refleksję nie ma czasu lub po prostu go szkoda, szczególnie, że źle się rozmawia o popełnionych błędach. Bieżące monitorowanie wyników ogranicza się do kilku KPI, które ciężko jest powiązać z bieżąca działalnością operacyjną. Trochę jakby inżynierowie F1 na ekranach widzieli tylko wykreś kosztu eksploatacji na obrót silnika i w ten sposób mieli pomóc wycisnąć z bolidu zwycięstwo. Myślę, że ciężko sobie wyobrazić zespół Formuły 1 pracujący w ten sposób, odnoszący sukcesy napędzane ciągłym rozwojem
  3. zespół i jego cel – za każdym sukcesem sportowym stoi sztab specjalistów różnych dziedzin, począwszy od tego, co i jak ćwiczymy, jak się odżywiamy, jakie mamy zaplecze, kto nam to wszystko finansuje etc. Nie da się kontrolować każdego, a mikro management jedynie będzie dławił rozwój. W dynamicznym środowisku nastawionym na innowację, konieczna jest duża samodzielność. Skoro mamy fachowców, tzn że oni najlepiej będą wiedzieli, jak osiągnąć cel. Dlatego dużo ważniejsze od kontroli jest zdefiniowanie wspólnego celu. W swoim managerskim doświadczeniu zawsze unikałem mikro managementu i ciągłej kontroli. Zamiast tego wolałem dać jasny cel, niezbędny kontekst i dużą swobodę w działaniu. Wychodziłem z prostego założenia, że skoro komuś powierzyłem dane zadanie, to dlatego, że uważałem, że osiągnie lepsze rezultaty niż ja. Istotne jednak było, by ta osoba wiedziała, jak rozumiem sukces w danym przedsięwzięciu.

Tak jak wspomniałem na wstępie, ta książka mnie nie porwała, ale to nie znaczy, że nie miała nic do zaoferowania. Myślę, że po prostu w sporcie zawsze znajdziemy wiele inspiracji i analogii do naszego biznesu, niezależnie od dziedziny. Zarówno w jednym, jak i w drugim środowisku chodzi o wygrywanie, o ciągłe doskonalenia i o tworzenie kultury, która będzie to wspierała.