Aby nie było wątpliwości – jestem fanem Batmana. Pewnie dlatego, że nie ma żadnej nadludzkiej mocy, a jedynie inteligencję, spryt, technologię… no i pieniądze. Te ostatnie biorą się z działalności prowadzonej za dnia, przez Bruce’a Wayne’a, w przerwie między wymierzaniem sprawiedliwości. Wg założeń komiksu, Bruce Wayne jest przedsiębiorcą, ale jakoś tego nie kupuję. Sam nim będąc nie za bardzo widzę punkty wspólne między nami. Natomiast z postacią Batmana wygląda to już zupełnie inaczej. Odnoszę wręcz wrażenie, że jak zabierzemy wszystkie pozytywne atrybuty Nocnego Rycerza, takie jak gadżety, świetny timing, mocne wejścia i dobór słów, to patrzymy na człowieka, który postanowił założyć i poprowadzić swój biznes. Po kolei.

Zacznijmy od Bruce’a Wayne’a. To co z nim kojarzymy to przede wszystkich sukces. Drogie garnitury, luksusowe i sportowe auta, spotkania w najdroższych restauracjach, siedzenie na zebraniach i śledzenie giełdy. To nic innego, jak powszechne wyobrażenie prowadzenia biznesu, gdzie właściciel w przerwie między wakacjami, kręci się po konferencjach i lunchach, lata na siłownie i wydaje pieniądze na różne swoje zachcianki. Nie ma mowy o ciężkiej pracy, stresie, problemach i momentach zwątpienia. Taka trochę sielanka, kreowana w social mediach.

Inaczej jest, jak patrzymy na Batmana. Dla niego to nie jest jakaś rola w godzinach od-do, ale full-time job, on tym żyje. Nawet jak nie ma na sobie maski, to głową wciąż pozostaje “w robocie”, wciąż analizuje, zastanawia się, szuka nowych rozwiązań. Mało jest obecny w tym życiu poza strojem. Nie ma też za bardzo miejsca na budowanie relacji. Z wieloma rzeczami pozostaje sam sobie. Nikt do końca nie zrozumie problemów, z jakimi się mierzy na co dzień. Gdy dla innych problemem był korek w drodze do domu, on wciąż nie potrafi rozgryźć Jokera. Nie może też z nikim w pełni szczerze porozmawiać, w końcu jego nocne życie to absolutna tajemnica. Nie chce też nikogo narażać. Wymaga od siebie więcej, bo musi. Czasem też podejmuje trudne decyzje, bo trzeba je podjąć, a on będzie w stanie dźwigać ich skutki. Z tego też powodu ma problem z podzieleniem się swoimi zadaniami. Nie umie się też dzielić swoimi narzędziami pracy, bo chce mieć kontrolę. W efekcie nie wykorzystuje pełnego potencjału w transformacji społeczności Gotham, do której cały czas dąży. 

Prowadząc swoją firmę jesteśmy bardziej jak Batman, chociaż czasem chcielibyśmy uchodzić za Bruce’a Wayne’a. Czujemy duże przywiązanie do tego co robimy, bo to jest nasze, niezależnie od tego jak bardzo będzie pod wiatr. Czujemy dużą odpowiedzialność za wszystkich zaangażowanych w nasz biznes, tak pracowników, jak i naszych bliskich. W efekcie dajemy sobie prawo, by wymagać od siebie więcej. To oznacza także, iż niektóre problemy czy przyczyny pewnych decyzji zostawimy tylko dla siebie – by nie obciążać innych. Prawdopodobnie też będąc zbyt blisko, zbyt wielu procesów, zostawimy zbyt małą decyzyjność swoim zespołom, nie wykorzystując ich pełnego potencjału. Z czasem pojawi się naturalne pytanie o sukcesję…

Lubię oglądać trylogię Nolana i w ogóle postać Nocnego Rycerza. Kiedy byłem mały, zawsze chciałem być Batmanem. Ale dopiero odkąd zacząłem prowadzić własny biznes, mam wrażenie, że faktycznie w jakiś sposób nim jestem. Jak chyba każdy przedsiębiorca.